wtorek, 3 czerwca 2014

.




- A jednak wróciłaś. Sądziłem, że już nie przyjdziesz. Co cię zmusiło?
- Co zwykle. Apatia, krzywda, dom.
- Weltschmerz. A ja nie jestem psychologiem.
- Potrzebuję tego. To jedyna ucieczka, jedyny sposób, by się rozładować, by się rozluźnić. i pozwolić rzeczom dziać się samoistnie daleko stąd.
- Zawsze możesz, nie potrzebujesz mnie. Ty sama dajesz sobie ukojenie. Ja jestem tylko narzędziem chwilowo odciągającym twoją uwagę od życia.
- Ty moim. A ja twoim? Gdybym tu zeszła, zerżnąłbyś mnie póki byłabym ciepła.
- Kochanie, zerżnąłbym cię również, gdybyś już ostygła.
- Więc dlaczego nie znajdziesz sobie innej?
- A dlaczego ty przychodzisz wciąż do mnie?
- Bo to nie sam akt jest dla mnie ważny. Przez to jak mnie traktujesz, jak się przy tobie czuję - akceptowana. Nie krępujesz mnie i nie oceniasz.
- Masz wielki tyłek.
- Przestań. No, to jak z tobą?
- Ja? Dla mnie to nie tylko akt, coś więcej. I to nie twoja osoba, raczej coś, co w niej siedzi. Chcę ci pokazać, że mimo szopki, którą przed wszystkimi odgrywasz, jesteś tak samo złą i zepsutą duszą jak ja.



zdjęcie Francesci Woodman

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz